Pokazywanie postów oznaczonych etykietą secretly canadian. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą secretly canadian. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 grudnia 2013

Podsumowanie 2013: piosenki 44-41














Wierzę, że Grzegorz Kwiatkowski tak naprawdę nie ma nic do papieża, swojej żony, siebie, mnie i nas wszystkich, aczkolwiek w rolę głęboko sfrustrowanego, wyładowującego agresję hejtera wciela się nadzwyczaj kapitalnie. Tej nawiedzonej przez burzę przesterów psycho-kołysance warto dać się muzycznie zgwałcić.















Kto się tutaj (na Dirty Boots) w jakiejkolwiek formie spodziewał Shaggy’ego, ten niech pierwszy rzuci kamień. Panowie Diplo, Jillionaire i Walshy Fire oraz ich goście doprawdy udanie godzą nie cierpiących na „ból dupy” słuchaczy indie z pożeraczami niewymagającego, aczkolwiek mocno przyzwoitego popu/r’n’b. Tak bardzo radiowego, a zarazem tak znakomitego głosu Wynter Gordon w złym stylu byłoby nie pochwalić. Przebojowej doskonałości  i hooków całego „Keep Cool” również.


42. Generationals – Put A Light On/ Spinoza













W Polyvinyl records pielęgnuje się oblicze współczesnego, nieinwazyjnego indie-popu właśnie za sprawą takich niegroźnych, nienarzucających się oraz całkiem przyjaznych zespołów pokroju Generationals. Grant Widmer i Ted Joyner zdobywają sympatię pozytywną zwyczajnością, piosenkami, które nie eksplodują fajerwerkami, a jednak wzbudzają zaufanie. Bo choć „Put A Light On” ma swoją klikająco-klawiszową przebojowość to „Spinoza” brzmi jak typowy utwór lekkich nudziarzy w swetrach i pogniecionych koszulach. No a ja nie mogę się temu oprzeć. 















Jeszcze bardziej zakochani, niedzisiejsi i lekko perwersyjni, chłopacy z Crocodiles, witam ich o tej porze roku ponownie. Lekcje z shoegaze’u dawno odrobione, z literatury francuskiej powiedzmy, że też. Tym razem szkolna piątka należy się jednak za odtworzenie ducha najbardziej urokliwych, ramonesowskich banałów pokroju „I Wanna Be Your Boyfriend”. 

środa, 4 grudnia 2013

Podsumowanie 2013: piosenki 47-45



















Boisko do kosza, lato, ładna pogoda. Kumpel wypala: „Zwolniak, wszyscy wiedzą, że słuchasz Kanye Westa”. I co w związku z tym, zastanawiam się? „Na facebooku pokazuje twoją aktywność czego słuchasz”. Nadal nie rozumiem. „No bo to przecież znane jest nie?”. Upada mój hipsterski mit. Po powrocie wrzucam na tablicę Wampirze Weekendy albo Arkejdy Fajery. Udaję, że wszystko jest w porządku.
















Rockowe marzenie Justina Vernona. W żadnym wypadku jednak nie podległe gitarowej drętwocie, zrealizowane w stylu smacznym i dostojnym. Pomiędzy monotonne, narastające fale wkrada się zarówno porcja ładnego brzdąkania melodii jak i pasja w głosie naszego ulubieńca.
















Smakowity soft-popowy rzut od zespołu, który klawiszami zawsze posługiwał się w bardzo efektywny sposób. Szwedzi nie odkrywają tu Ameryki (bo na cholerę Szwedom Ameryka?), ale swoboda z jaką bawią nas melodią i lajtowym nastrojem to ich niezaprzeczalny atut. Późne, wyrafinowane ejtisy.