Pokazywanie postów oznaczonych etykietą James Hornsey. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą James Hornsey. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 sierpnia 2018

The Clientele - Lost Weekend EP (2002)











7

Marzec 2002 roku przyniósł pierwszą od pewnego czasu większą dawkę premierowej muzyki od The Clientele. Choć „większa” oznaczała w tym przypadku jedynie 20 minut, to jak na kapelę wydająca głównie single, mającą na koncie jedną EP’kę oraz kompilację, i tak był to już nieco pewniejszy krok. Pięć nagrań zawartych na „Lost Weekend” EP wydano w hiszpańskiej Acuarela Records i zarazem za sprawą brytyjskiego Eearworm.

Obsesyjne inspiracje Alasdaira MacLeana powracają w tych kilku utworach niczym starzy dobrzy znajomi. Tak długo, jak wokalista grupy wydaje się autentycznie urzeczony wrażeniami z kolejnego spaceru czy samochodowej przejażdżki, piątkowej nocy albo niedzielnego poranka, ma to przełożenie również na artystyczny skutek. Lider The Clientele na każdym kroku zawzięcie przypomina, że wyjątkowość nie jest cechą rzeczy samych w sobie, a raczej wynikiem tego, jak na nie patrzymy. 

Na „Lost Weekend” MacLean szczególnie upodobał sobie ideę odrealnienia. W pięknym, pełnym elegancji rozpoczęciu „North School Drive” objawia się ona podczas spoglądania przez szybę na oddalające się miejsca, gdzie reflektory aut na drodze są tylko mirażem, a pola rozciągają się w nieskończenie pustą noc. Ta kompozycja jawi się najkrótszym (2:24) piosenkowym fragmentem na płycie, ale jednocześnie najbliższym ideału. Fantastycznie wypada tu oparcie utworu na dźwiękach fortepianu oraz wokalne melodie tych zaledwie ośmiu jakże satysfakcjonujących linijek, spośród których zwłaszcza ostatnia, Deliver me to bars and crowds and lights, sprawia, że robi się na sercu miło. W praktycznie definiującym styl The Clientele „Emptily Through Holloway” kluczowe słowo unreal pada kilkukrotnie, a i doznania artykułowane przez Alasdaira wskazują na poczucie odczuwanej nieralności tego, co się dzieje: Friday night to Sunday morning I go on, I don’t know if I am really here at all. Następujące po nim „Kelvin Parade” jawi się jeszcze jednym urokliwie melodyjnym nagraniem, które pod żadnym względem nie odstawałoby od piosenek z „Suburban Light” oraz jej kilku następców.

Pozostałą dwójkę należałoby natomiast podsumować oddzielnie. „Boring Postcard” to krótki przerywnik pomiędzy pierwszymi dwoma opisanymi przeze mnie kompozycjami, zrealizowany na zasadzie field recording, w którym zarejestrowano prawdopodobnie dźwięki przejeżdżającego pociągu oraz urywkowych, niewyraźnych rozmów. Kończący EP’kę „Last Orders” jest zaś najdłuższym na niej (6:35), całkowicie instrumentalnym utworem, w którym główną rolę odgrywa słyszany już w „North School Drive” fortepian.

Wydane pierwszego dnia wiosny „Lost Weekend” stanowi jeszcze jedną udaną wycieczkę do świata klimatycznych, poetyckich obrazków i subtelnych, niezobowiązujących dźwięków. To wycieczka, co prawda krótka, ale gęsta oraz dość sycąca pod względem treści. Jeżeli płytę długogrającą możemy porównać do całego tygodnia, EP’ka ta będzie odpowiednikiem fajnego, lekko abstrakcyjnego, acz doznaniowego weekendu.  

wtorek, 26 czerwca 2018

The Clientele / Clock Strikes Thirteen - Six Foot Drop / We Could Walk Together (2002)











6.5

Na ostatnim z trzech splitów, wydawanych jeden po drugim w latach 2001-2002, The Clientele raz jeszcze spotykali się z kapelą „duchowo” sobie pokrewną, równie lubującą się w nastrojowym i romantycznym indie popie. Tym razem obyło się bez nagrań premierowych, a zamiast tego każda z grup zmierzyła się z materiałem skomponowanym przez tę drugą. Podczas gdy Alasdair MacLeana z kolegami wzięli na warsztat „Six Foot Drop”, singiel Clock Strikes Thirteen z 1996 roku, zespół z Philadelphii zdecydował się zinterpretować znane z kompilacji „Cry Me A Liver” (1997) i „Suburban Light” (2000) „We Could Walk Together”.

Co do efektu, obyło się właściwie bez niespodzianek. Jeżeli posłuchamy autorskiej wersji „Six Foot Drop” i wyobrazimy sobie ten numer w wykonaniu The Clientele, a następnie włączymy wspomniany cover, wersja wyobrażona i rzeczywista nie powinny się od siebie wiele różnić. Amerykanie w ramach debiutanckiego singla skomponowali bliski wrażliwości Galaxie 500, melodycznie rozkoszny utwór w stylistyce lo-fi dream popu, w którym z damsko-męskich harmonii wokalnych uczyniono bardzo skuteczny oręż. Brytyjczycy, nic dodać nic ująć, przerobili go bardzo po swojemu, zachowując błogi urok „ładnej piosenki”, a wręcz czyniąc ją jeszcze delikatniejszą i bardziej rozmarzoną.

Clock Strikes Thirteen poradzili sobie z „We Could Walk Together” co najmniej równie sprawnie. Kawałek, który można chyba uznać za jeden z największych przebojów The Clientele trafił w dobre ręce, nabierając za ich sprawą nieco innego, acz całkiem interesującego charakteru. Wykonanie kapeli Benjamina Xaviera Kima brzmi niczym hippisowska ballada miłosna z lat 60. Psychodeliczny pop pobrzmiewający leniwymi gitarowym i akordami i dźwiękami tamburynu. Nie zagubiono tu fantastycznej, pojawiającej się w miejscu refrenu melodii, której w tym przypadku towarzyszą również słowa tytułowe, w oryginale nieobecne.

czwartek, 17 maja 2018

The Saturday People / The Clientele - Grace / Porcelain (2001)











8

W lipcu 2001 roku, 5 miesięcy po „rodzinnym” splicie z The Relict, wydanym za sprawą maleńkiej brytyjskiej wytwórni Johnny Kane, ukazał się kolejny siedmiocalowy winyl z udziałem grupy Alasdaira MacLeana. W tym przypadku The Clientele łączyli siły z kolegami zza oceanu, istniejącą od zaledwie 2 lat, ale złożoną z rozpoznawalnych w amerykańskim indie-światku muzyków, formacją The Saturday People. „Grace/Porcelain” trafiło do nielicznych sklepów płytowych nakładem również zlokalizowanego w USA labelu Slumberland Records.

Slumberland w pierwszej połowie lat 90. stał się znany jako wydawca m. in. Velocity Girl, Boyracer, Stereolab, Swirlies, Lilys i Black Tambourine. To właśnie w tych zespołach grali wcześniej Terry Banks, Archie Moore i reszta członków The Saturday People. Aby prześledzić, kto dokładnie przewinął się przez jaki skład, warto byłoby zapewne rozrysować wszelkie konotacje na słusznych rozmiarów drzewie genealogicznym. Warto jednakże wspomnieć, że sam założyciel wytwórni, Mike Schulman, stanowił ¼ załogi kultowego Black Tambourine, a The Clientele z twórcami „Throw Aggie Off The Bridge” łączyła nić w postaci znajomości z wokalistką Pam Berry. Tą samą, która na splicie sprzed niespełna pół roku śpiewała wraz z Alasdairem piękne „(I Can’t Seem) To Make You Mine”.

Piosenki na „siódemce” z The Relict były osadzone w bardzo podobnych estetykach i także pod względem jakościowym jednoznaczne wskazanie, która jest lepsza stanowiłoby spory problem. Tutaj ten umowny kłopot także istnieje, ale z powodu zupełnie odwrotnego. Obydwa utwory nie leżą może w kosmicznie oddalonych od siebie muzycznych rzeczywistościach, ale są jednak na tyle odmienne, że wszelkie wartościowania tracą sens. Innymi słowy, każdy jest szalenie dobry na swoich własnych zasadach i obydwa pięknie się od siebie różnią.

„Grace” to czysty gitarowy pop, nie tak rozmarzony ani liryczny jak u MacLeana, za to melodyjniejszy wokalnie i klasyczniej piosenkowy ogółem. Wspólny mianownik z The Clientele najprędzej usłyszymy w zadbanych, z lubością szytych melodiach, z których wyłaniają się zwrotki. Na tym jednak właściwie koniec, ponieważ z biegiem prowadzenia utworu Banks i spółka zapuszczają się w rejony, jakich u stroniącej od bezpośrednio rock’n rollowych środków wyrazu brytyjskiej grupy nigdy nie uświadczymy. Kompozytorski kunszt kawałka The Saturday People ujawnia się tym bardziej, im silniej panowie dają się ponieść frywolnym wpływom lat 60. O ile w pierwszej części zwrotek amerykanie brzmią jak kolejna fajna, choć niepozorna indie popowa kapela odpowiednia swoim czasom, tak od momentu old-schoolowych chórków przed refrenem i beatlesowskiego I won’t call you on the phone zaczyna się nieśmiała przemiana, zwieńczona ostatecznie zadziornym outro a la The Rolling Stones czy The Kinks. Pomiędzy tym wszystkim pada też oczywiście subtelny, skapujący z naturalną gracją refren. 

„Porcelain” autorstwa The Clientele znakomicie spełnia na splicie rolę rewersu, będąc przy tym, jak już wcześniej wspomniałem, nagraniem niemniej fascynującym. „Grace” cechowała się zwartym kompozycyjnym szkieletem, popową bezpośredniością i standardowym dla piosenek podejściem do tekstu, który stanowi jakąś opowieść. Optyka, jak przybierają MacLean, Hornsey i Keen pod niemal każdym względem wypada zaś totalnie osobliwie. Panowie wyrażają się poprzez lo-fi’ową oprawę, niedające się zbyt łatwo przeniknąć melodyjne niuanse i zdystansowany wokal. Brak sztywnych reguł, typowych zwrotek-refrenów, w to miejsce wolny przepływ natchnionych impresji. Tekst bardziej jako klimatyczna poezja, niż cokolwiek na kształt czytelnej fabularnej historii. 

Urok pierwszego z utworów możemy porównać do ogrodu skąpanego w promieniach słońca. Drugiego z kolei, do tego samego miejsca, ale rozświetlonego wieczornym blaskiem księżyca. Jeżeli kawałek The Saturday People niesie pobudzającą radość, nagranie The Clientele wprowadza obfite pokłady nastroju. Do spółki słucha się ich wyśmienicie, a wytrawność progresji akordów oraz songwriterskich konceptów sprawia, że odsłuchy te jawią się nie tylko czasem spędzonym przyjemnie, ale i zajmująco.

piątek, 20 kwietnia 2018

The Relict / The Clientele - Held In Glass/ (I Can't Seem) To Make You Mine (2001)













7


Mając już na koncie pierwszą większą płytę, czyli kompilację „Suburban Light”, The Clientele w kolejnych miesiącach ponownie ograniczyli się wyłącznie do udziału w kilku bardziej kameralnych wydawnictwach. Tym razem przyszedł czas na splity, a więc single współdzielone z zespołami pokrewnymi stylistycznie. W latach 2001-2002 ukazały się kolejno: „Held in Glass / (I Can't Seem) To Make You Mine” z The Relict, “Grace/Porcelain” z grupą The Saturday People oraz “Six Foot Drop / We Could Walk Together”, gdzie obok zespołu Alasdaira MacLeana podpisała się kapela Clock Strikes Thirteen.

Fakt, iż muzyka pierwszej z wymienionych formacji pasowała do twórczości londyńskiego tria, jak ulał, nie mógł dziwić. Za projekt The Relict odpowiadał stary kompan Alasdaira, Innes Phillips, który podobnie jak i perkusista, Dan Evans, był członkiem The Clientele w pierwszych latach istnienia zespołu. Udzielały się w nim znane na niezależnej scenie postacie: Lupe Núñez-Fernández (Pipas), Pam Berry (Black Tambourine) czy Gavin Baker (Glider). Co jednak najważniejsze, swoje trzy grosze wtrącali tam także MacLean, Keen oraz Hornsey we własnej osobie.

Choć liderami obydwu projektów byli Phillips i MacLean, w każdym z utworów zawartych na wspólnym splicie pierwsze wokalne skrzypce grają kobiety. Najpierw w czarownym „Held In Glass” Abigail Marvell na tle bardzo Clientele’owskich melodii, ale i basu przypominającego nieco o The Field Mice, zaprasza na ulotny spacer pustymi ulicami. Następnie Pam Berry przy równie subtelnym i arcyromantycznym aranżu „(I Can’t Seem To) Make You Mine” śpiewa o niemożności uczynienia kogoś tym swoim. W obydwu przypadkach panowie w pewnym momencie podłączają się do koleżanek. Innes, człowiek o głosie niemal bliźniaczym do MacLeana, miękko artykułuje dwie linijki krótkiej drugiej zwrotki piosenki The Relict. Alasdair natomiast, ujawnia się wokalnie wraz ze startem refrenu, tworząc z solistką Black Tambourine damsko-męski duet. Ta wersja, choć chronologicznie pierwsza, jest aktualnie dużo mniej znana od wykonania zawartego na albumie „Strange Geommetry” z 2005 r., gdzie utwór wykonuje już sam Alasdair MacClean. W obydwu nie zmienia się jedna rzecz. Tak samo ważne i sugestywne pozostają ostatnie, oddające ogrom odpowiedniej dla The Clientele muzycznej wrażliwości linijki: So I lingered with the people, In the silent August glade, But the rain has brought the night, And the night has brought the rain.

niedziela, 26 czerwca 2016

The Clientele - Suburban Light (2000)











10

Biorąc pod uwagę spójność materiału, jakim dysponowali The Clientele do 2000 roku, decyzję o poskładaniu dotychczasowych utworów w kompilację, która mogłaby jednocześnie funkcjonować trochę jako regularny debiut, należało uznać za naturalną. Wszystkie małe światła porozpraszane wcześniej w różnych miejscach i chwilach udało się skupić wspólnie w dużym „Świetle Przedmieścia”. Blasku olśniewającym, choć zarazem spokojnym i kojącym.

Przedmieście to dla Alasdaira MacLeana miejsce wyjątkowe, łączące atmosferę wielkomiejskiej cywilizacji ze spokojnym urokiem wsi, w której możliwość zetknięcia się z przyrodą jest zazwyczaj na wyciągnięcie ręki. Kto na przedmieściach kiedykolwiek mieszkał, ten doskonale wie, o czym mowa. Wystarczy udać się na kilkukilometrowy spacer, by budynki i samochody przemieniły się w drzewa i pustą przestrzeń. Albo też odwrotnie – przemierzyć przez jakiś czas lasy i łąki, aby ujrzeć w końcu z oddali światła bijące od okien jednorodzinnych domów i oświetlających zurbanizowaną część miejscowości latarni. Czyż nie brzmi to niczym idealna inspiracja?

Co może się wydawać kompletnie prozaiczne i niezauważalne zwykłemu człowiekowi, dla poety bywa magiczne. MacLean wydobywa tę magię z niepozornych zjawisk, przyuważonych gdzieś krótkich scenek albo chwil przeżywanych z drugą osobą. Niedzielna przejażdżka samochodem przez drogę pełną zmoczonych deszczem liści. Reminiscencja jakiejś chwili z dzieciństwa. Zachwyt tym, co dostrzega się w czyichś oczach. Albo obserwacja momentu, w którym noc przemienia się w dzień. W piosenkach The Clientele na całym „Suburban Light” tego rodzaju romantyzm jest wszechogarniający.

Tyle, jeśli chodzi o charakter ogólny, całościowy. Jak wygląda natomiast zawartość w bardziej szczegółowym ujęciu? Dziesięć pozycji to utwory z wcześniejszych singli, EP’ki i jednej składanki, trzy pozostałe nagrano na użytek niniejszego albumu. Swoistą świętą trójcę wczesnego etapu grupy stanowią dla mnie „Reflections After Jane”, „(I Want You) More Than Ever” i „We Could Walk Together”. Dwa pierwsze to oczywista indie popowa klasyka. Trzeci, zaprezentowany jeszcze w 1997 roku na kompilacji wytwórni Fierce Panda, obezwładniający słodką melodią, przejmującą poniekąd rolę refrenu pod żadnym względem im nie ustępuje. Nie zabrakło miejsca dla lekko sugerującego retro-popową przebojowość „I Had To Say This”, rozkosznie neo-psychodelicznego „Lacewings” czy zatopionych w zawiesistej klimatyczności „Saturday” i „Monday’s Rain”. „Bicycles"” było zdecydowanie zbyt dobrą piosenką, żeby pozostawić ją jedynie na „A Fading Summer”. „An Hour Before The Light” wydane po raz trzeci również pasuje tu jak ulał. Zamiast debiutanckiego singla „What Goes Up”* zespół zdecydował się natomiast umieścić na płycie b-side z tegoż krążka, czyli w gruncie rzeczy niezłe „Five Day Morning”. 

Mogłoby to właściwie wystarczyć, ale choćby dla fanów dobrze orientujących się w poprzednich wydawnictwach zespół przygotował ponadto kompozycje takie, jak „Rain”, „Joseph Cornell” i „As Night Is Falling”. Spośród nich za najbardziej godną uwagi uznaję ostatnią. Hipnotyczne połączenie klawiszowej dostojności, onirycznej atmosfery i urodziwych linii wokalnych.

„Suburban Light” to, co tu dużo mówić, jeden ze znamienitszych albumów/kompilacji w młodych dziejach niezależnego popu.** Dokumentacja stylistycznej i kompozytorskiej oryginalności, zbiór nieziemsko wyrafinowanych melodii oraz pięknych, inspirujących tekstów. Pomimo tego, iż dopiero „Violet Hour” z 2003 roku traktowany jest jako pełnoprawny debiut The Clientele, to właśnie ten krążek zasłużenie cieszy się renomą ich pierwszego, i pomimo pomyślności dalszych poczynań zespołu, w całej dyskografii traktowanego z największą nabożnością.

*W wersji amerykańskiej wydanej rok później dla Merge „What Goes Up” uwzględniono zamiast „An Hour Before The Light”, a „Bicycles” zastąpiono wcześniej nieznanym utworem „From A Window”.

**Podobnym przypadkiem jest np. „Kaleidoscope World” The Chills. 

czwartek, 23 czerwca 2016

The Clientele - A Fading Summer EP (2000)











8

Mając już na swym koncie single ukazujące się poprzez brytyjskie, hiszpańskie, a nawet japońskie wytwórnie The Clientele trafili w końcu na wydawcę ze Stanów Zjednoczonych. Materiał dla March Records złożony w sumie z czterech piosenek przekroczył dotychczasową granicę wyznaczaną przez dwuutworowe siedmiocalówki. „A Fading Summer” zapisała się w historii jako pierwsza EP’ka londyńskiego zespołu.

Zmianie uległ rozmiar nośnika, choć w najmniejszym stopniu nie zmieniła się stylistyka. Zarówno dwa wcześniej znane nagrania, jak i dwa debiutujące na tej płycie osadzone są w poetycko melancholijnym świecie refleksji Alasdaira MacLeana. Tytułowe „Zanikające Lato” może odzwierciedlać muzyczny nastrój piosenek, a z całą pewnością daje o sobie znać w korespondujących ze sobą tekstach. W „An Hour Before The Light” lato wzmaga się w sierpniowym powietrzu, w „Driving South” dryfuje, a w „Bicycles” sierpień przemija już całkiem w deszczowej ciszy. Dwa ostatnie z wymienionych utworów sprawiają zresztą wrażenie fragmentów tej samej historii, rozgrywającej się w jakąś obfitującą w deszcz niedzielę.

Coś więcej warto ponadto napisać o warstwie dźwiękowej tychże dwóch premierowych nagrań. „Driving South” wręcz ugina się od ilości perfekcyjnie melodyjnych zagrywek gitary MacLeana i dzielnie jej towarzyszącego basu Hornseya ("James is a really melodic bass player"). „Bicycles”, pomimo bycia piosenką krótszą o dwie minuty, jest pod tym względem równie bliska doskonałości. Eleganckie linie melodyczne wybrzmiewają czarująco do spółki z wokalem i wtedy, gdy pozostają osamotnione. Sam śpiew Alasdaira również potrafi się tu niezależnie wybić w rejony wyższej urokliwości, jak choćby w momencie, kiedy zaczyna się jego la la la...

Kończy znana już z singla „Lacewings” kompozycja „Saturday”, której z jakiegoś powodu wcześniej nie omówiłem. Rozczulająca nostalgią bardziej nawet od swych poprzedników, znakomicie oprawiona w zadumane chórki, wchodzące zaraz po wymownej linijce: i touched your face and saw the night again. 

czwartek, 2 czerwca 2016

The Clientele – (I Want You) More Than Ever/ 6 A.M Morningside (2000)











9

Przed ogłoszeniem “Suburban Light” w 2000 roku The Clientele krzątali się ze swoimi nagraniami tu i tam, wydając siedmiocalówki na winylach w wielu różnych niewielkich wytwórniach. Ich piąty z kolei singiel ujrzał światło dzienne dzięki kultowej w kręgach muzyki niezależnej hiszpańskiej oficynie Elefant Records. Gdzieś pomiędzy EP’kami indie/twee/jangle popowych zespołów takich jak Vacaciones i La Pequeña Suiza ukazało się „(I Want You) More Than Ever/6 A.M Morningside”.

Niesprawiedliwie byłoby twierdzić, że to okazjonalne miejsce w katalogu madryckiego labelu dostało się MacLeanowi i spółce przez zupełny przypadek. „(I Want You) More Than Ever” utrzymane w bezpretensjonalnym i subtelnym stylu kapeli, będące zarazem jedną z jej najurokliwszych miłosnych piosenek, mniej lub bardziej odnalazło się w towarzystwie różnorodnego, choć często podobnie łagodnego i wyrafinowanego popu lansowanego w Elefant. W refrenie Alasdair porywał się na wyznanie proste, choć definitywne: And I want you more than ever, And I want you still forever. Towarzysząca mu melodia z chirurgiczną precyzją trafiała zaś w najwrażliwszy punkt serca.

Inaczej niż w przypadku kapitalnego „Monday’s Rain” z przedostatniego singla, „6 AM Morningside” nie kradnie przedstawienia swojemu poprzednikowi, a jedynie gustownie go uzupełnia. Utwór ten to kolejna typowa dla grupy barwna impresja, nieprzekraczająca tym razem progu dwóch minut. Arcymiły fragment uwznioślający prozaiczność słonecznego poranka.

środa, 1 czerwca 2016

The Clientele - I Had To Say This/ Monday's Rain (1999)











7.5

Słuchając zwrotek „I Had To Say This” można ulec wrażeniu, że londyńskie trio postanowiło nieco „ucieleśnić” swoją eteryczną i zwiewną muzykę. Po paru krótkich, wstępnych dźwiękach The Clientele wparowują w utwór wyjątkowo bezpośrednio i przebojowo, po czym jednak zwalniają tempo, wyciszają na chwilę wokal oraz zapominają o refrenie, który może ewentualnie zastępować kilkusekundowe nucenie Alasdaira. Całą procedurę powtarzają trzykrotnie, za każdym razem imitując rozpoczynanie jakiejś klasycznej retro-popowej piosenki bez silenia się na kończenie jej.

Przy okazji czwartej małej płyty Brytyjczyków jestem w końcu zmuszony przyznać, iż druga kompozycja wypada na niej lepiej od pierwszej. Należy zarazem zaznaczyć, że "I Had To Say This/Monday's Rain" to singiel z podwójną stroną A, gdzie obydwa kawałki potraktowano na równi.  O ile pierwszy brzmi bardziej singlowo, tak drugi okazuje mniej chwytliwy, choć gęstszy, głębszy i absolutnie pochłaniający.

Nie stanowi tajemnicy fakt, że zawarty w tytule deszcz był na tym etapie ulubionym tematem MacLeana i spółki. To jakby słowo-klucz otwierające wyobraźnię kompozytora i uwalniające z niej paradę plastycznych obrazów. Opisywania tego, co lider The Clientele czaruje w "Monday's Rain" dzięki warstwie lirycznej nie sposób się nawet podjąć. Aura rozmarzonego, przestrzennego nagrania obezwładnia. Ucztowanie w tej rozkwitającej melodyjnej melancholii, magicznych pogłosach i wokalnych harmoniach zamyka się pozornie w pięciu minutach i pięciu sekundach, choć poczuć można się tak, jakby rozciągało się daleko poza jakiekolwiek czasowe granice.

I Had To Say This – 7.5/10

Monday’s Rain 9-10/10

wtorek, 31 maja 2016

The Clientele - Lacewings (1999)












W „Lacewings” The Clientele dryfują ku zakochanej psychodelicznej nierealności dużo bardziej niż na dwóch dotychczasowych wydawnictwach. Dźwięki ich trzeciego singla są nadal piękne, ale przy tym jakby beztrosko pijane. Melodie niesfornie rozmywają się i odpływają w sobie tylko znanym kierunku. Ever since I saw you, There are violets on the shore - zdania śpiewane promiennie przez Alasdaira MacLeana nie pozostają wątpliwości. Zarówno podmiot liryczny, jak i wokalista ulegają błogiemu stanowi odurzenia/oczarowania. Znaczenie mają jedynie fiołki, fruwające w powietrzu owady i jakaś ona, z którą wszystko to nabiera większego sensu. 

poniedziałek, 30 maja 2016

The Clientele – All The Dust And Glass (1999)










„All The Dust And Glass” to przede wszystkim „Reflections After Jane” – najlepszy lub jeden z kilku definitywnie najlepszych utworów w dorobku The Clientele. Kompozycja totalna pod względem upojności klimatu i poetyckości tekstu. Od słów zawartych w jednej z linijek wspomnianej piosenki pochodzi także tytuł całego singla.

Poranek, motyle z pozłacanymi skrzydełkami, czerwone słońce, robotnicy na moście, bezsenność, wzdychająca autostrada, jej włosy tak ciemne w deszczu, miasto szukające twojej samotności. Kompozycja wydana w 1999 r. z całą mocą ukazuje nam możliwości twórcze Alasdaira MacLeana, jego niezwykły zmysł i wrażliwość. Dzieje się tak zarówno dzięki sugestywności lirycznych obrazowań, jak i poprzez obecność doszczętnie zniewalających, sentymentalnych melodii. Na uwagę zasługują nie tylko partie gitary, ale też dobitna linia basu Jamesa Hornseya. Określenie adekwatne dla charakteru tego małego dzieła odnajdziemy już w samym jego tytule. „Refleksyjność” wydaje się tu bowiem tętnić i pulsować.    
„Przede wszystkim” nie oznacza jednak tego samego, co „wyłącznie”. Drugie nagranie, choć przyćmione blaskiem swojego poprzednika, nie jest bynajmniej pozycją zbędną. Również w nim obcujemy z wymownymi opisami doznań zewnętrznych i wewnętrznych. Dźwiękami mającymi za zadanie oddać nastrój ulotnego wieczora oraz tytułowej godziny przed nastaniem światła. Kiedy MacLean dociera do kluczowego pytania: Are you really into lonely evening light? „An Hour Before The Light” unaocznia nam całą swą skromną wykwintność.