Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dunedin sound. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dunedin sound. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 listopada 2016

1989 w piosenkach - miejsca 10-1


Na swojej pierwszej płycie The Bats umieścili wiele doskonale chwytliwych, dobrze napisanych jangle popowych piosenek. Żadna z nich nie miała jednak czegoś, co czyni „Smoking Her Wings” kompozycją nieco innego kalibru. Tym razem wesołość zastąpiła zaduma, a aura otaczająca utwór wypełniła się subtelną tajemnicą. Hipnotyczne melodie wokalne Roberta Scotta (zwłaszcza refren i: without true it don’t mean nothing...), owładnięte tęsknotą wyrafinowane linie gitarowe oraz nurtujący instrument w tle wydawały się jakby natchnione duchem najbardziej mistycznej popowej psychodelii rodem sprzed dwóch-trzech dekad.



Tytułowy singiel z trzeciej płyty Belindy Carlisle nigdy nie został radiowym przebojem na miarę „Leave A Light On”, „La Luna”, „Circle In The Sand” czy „Heaven Is A Place On Earth”, do dziś chętnie granych przez wszelkie rodzime „Zetki”, „Eremefy” i „Radia Złote Przeboje”. W przeciwieństwie do większości wymienionych w chwili wydania nie osiągnął też zbyt wysokich miejsc na listach przebojów, w czym nie mógł mu na pewno pomóc bardzo nieefektowny teledysk. Szkoda, bo na logikę wszystko w „Runaway Horses” gra jak należy. Recenzji tej piosenki nie da się nie sprowadzić do słowa refren. Nie powiedzieć o tym, jak eksploduje w nim naszpikowana licznymi whoa-oh i uh-uh przebojowość i porywająca energia. O tym, jak uzależniające może stać się jego słuchanie oraz jak skrajną popową przyjemność potrafi uczynić.



Podczas, gdy The Wake czerpali swojego czasu z New Order, a The Field Mice jawnie spoglądali na The Wake, Harvey Williams co najmniej trochę kochał się w The Smiths. Owocem tego zakochania jest bezkompromisowe „You Should All Be Murdered”, najsłynniejsza obok beztroskiego „Anorak City” i uroczo beznadziejnego „I’m In Love With A Girl Who Doesn’t Know I Exist” piosenka Another Sunny Day. Tytułowy utwór z EP’ki kapeli wydanej z 1989 roku to typowe Sarah Records: nieśmiałość, brzęczące gitary, przebijająca serce melodia, ale i jakiś przejaw goryczy. One day, when the world is set to rights, I'm going to murder all the people I don't like obwieszcza Harvey, po czym na serio wymienia nam wszystkich, którzy jego zdaniem na śmierć zasługują. Ludzie, którzy byli okrutni dla tych, którzy na to nie zasłużyli... Ludzie, którzy mają gdzieś... Ludzie, którzy nie walczą... Ludzie, którzy powiedzieli mi, że się myliłem i mieli rację... Na rzekome okrucieństwo Williamsa trudno się jednak nabrać i nie zauważyć, że nawet te groźby zdradzają raczej totalnego wrażliwca, pokrzywdzonego introwertyka, w manierze Morisseya rozkoszującego się przeciąganiem ostatniego słowa w linijce The people I don’t liiiiiiiike... O czym by nie śpiewał nie ma to zresztą wpływu na nieskazitelność przewijających się non-stop melodii. Tej inicjującej, przemykającej przez zwrotki, tych jangle’ujących partii wchodzących w środku i tych ponad dwóch minut przyprawionego rzężeniem rozmelodyzowanego grania na koniec.



Kawałkami takimi jak „Debaser” Pixies pod koniec lat 80. wstrzykiwali muzyce rockowej końskie dawki świeżej, uzdrawiającej krwi. Piosenka rozpoczynająca „Doolittle” mogłaby równie dobrze traktować o niczym, nie zawierać najmniejszego sensu albo i w ogóle nie składać się z żadnych konkretnych zdań czy słów, a i tak bez problemu trzymać się wyłącznie na maniakalnej energii oraz ekstatycznej radości z grania. Podstawa to euforyczna gitara Santiago, „ujadanie” Francisa oraz sprężystość sekcji rytmicznej Deal i Loveringa. Z kolei wszystkie inspirowane „Psem Andaluzyjskim” hasła (SLICING UP EYEBALLS HA HA HA HO!), które wykrzykuje tu Frank niby coś znaczą, ale bardziej niż przekazywaniu treści służą raczej maksymalizacji wyrazu, podsyceniu ognia i szalonej efektywności.



...because when you were nineteen didn’t YOU ever want to create something beautiful and pure just so one day you could set it on fire?

Nic chyba bardziej nie nadaje się do opisania „Waiting For The Winter” od zacytowanego powyżej fragmentu, pochodzącego z pożegnalnego manifestu wytwórni Sarah Records. Debiutancki singiel The Popguns to piosenka po nagraniu której powinno się ogłosić koniec zespołu z uwagi na brak możliwości stworzenia w przyszłości czegoś równie doskonałego. Utwór od pierwszej do ostatniej chwili stanowiący istną kumulacją młodzieńczych emocji, pełen łamiących serce partii wokalnych Wendy Morgan, rozbłyskujących melodii i rozkosznie niewygodnego napięcia uwalnianego w refrenie. Kawałek raz jeszcze traktujący o bolączkach rozstania, ale czyniący to w pełni zjawiskowo z niegasnącym przez trzy minuty i trzynaście sekund żarem. Czyste złoto niezależnego popu. 

Fugazi w „Waiting Room” brzmią tak, jakby na niecałe trzy minuty stawali się panami świata i mieli ku temu całkowitą słuszność. Charyzmę w tym pomnikowym dla niezależnego rocka utworze słychać od pierwszych chwil. Melodyjny basowy riff Joe Lally’ego dałoby się zgadywać po jednej nutce w „Jaka To Melodia”, nonszalancki, wyluzowany, ale wszechmocny wokal Iana jest nie do zagięcia, a poziomu stężenia sączącej się zewsząd wybuchowej energii do dziś mało komu udało się dosięgnąć. 



„Kołysanka” The Cure to rzecz z kategorii tych, które z braku lepszego rodzimego odpowiednika określamy słowem „creepy”, ale w tym przypadku to „creepy” bardziej specyficzne. Trochę jest tu strasznie, głównie za sprawą upiornego szeptu Smitha, ale zarazem nie chodzi o zwykły nastrój i zwykłe straszenie. Muzyka robi swoje, dodaje coś nieoczywistego od siebie. Klawisze niosą nieodłączną dla zespołu melancholię, wychodzi nam więc melancholijny horror o człowieku pająku podchodzącym do zjedzenia swojej ofiary, czy może raczej o człowieku czekającym na zjedzenie, którego perspektywą Robert się tu wyraźnie delektuje. Zjadany przez miliony trzęsących się, kudłatych dziur wie, że rano obudzi się zlany zimnym potem, a więc śni swój koszmar świadomie. Artystyczna klasa kompozycji nie jest przedmiotem dyskusji, ale jak oni zrobili z tego swój najwyżej notowany (#5 miejsce) singiel na Wyspach? 



Od momentu wydania „Emmy” minęło kilka miesięcy, zaczął się nowy rok, choć nie dobiegła końca stara zima. W lutym 1989 The Field Mice potwierdzili, iż mogą stanowić coś więcej niż tylko jedno z wielu chwilowych zdarzeń na obszernej, acz mało trwałej scenie niezależnej w UK. Dowodem w sprawie znakomite ponad pięć minut, w którym żadna sekunda nie zostaje zmarnowana. „Sensitive” to mocne uderzenie, kawałek motorycznie poprowadzony przez melodie, puls basu, ale przede wszystkim brudne, niemal shoegaze’owe gitary i klarowny rytm perkusji. Robert manifestuje tu prawo do wrażliwości i otwartego okazywania uczuć, bo nawet jeśli tym razem piosence daleko do twee popowej stylistyki, to tekst jest wręcz krwawą obroną wartości, jakie zespół swoją twórczością niewątpliwie reprezentował:

My feelings are hurt so easily, That is the price that I pay, The Price that I do pay, To appreciate, The Beauty they're killing, The Beauty they're busy killing, Killing, Killing, Killing…



W pamiętnej scenie „Miasteczka Twin Peaks”, dziejącej się tuż przed ujawnieniem tożsamości mordercy Laury Palmer, podczas rozmowy Donny Hayworth i Jamesa Hurleya w barze „Bang Bang” Julee Cruise wraz z zespołem odgrywają „Rockin’ Back Inside My Heart”. Piosenka Cruise i Angelo Badalamentiego jest dla tego fragmentu filmowego nie tylko klimatycznym tłem, ale i integralnym elementem. W pewnym bowiem momencie Donna spoglądając znacząco na Jamesa zaczyna poruszać ustami wprost do tytułowych słów śpiewanych przez wokalistkę.

Podobnie jak utworu nie da się wyrwać ze wspomnianego momentu czternastego odcinka, tak też aury „Twin Peaks” nie można oddzielić od samej kompozycji.* Zupełnie niczym w perypetiach bohaterów serialu Lyncha miłosna atmosfera miesza się tu z mrokiem i tajemnicą, beztroskie zakochanie z poczuciem niebezpieczeństwa, coś radośnie niewinnego z czymś niewyrażalnie smutnym. Opartą na subtelnie tanecznej rytmice retro-piosenkę ubarwia dream popowa mglistość. Zawarta zarówno w dźwiękach płynących z instrumentów, jak i rozmazującym niektóre słowa śpiewie Julee (love mooooves meee). Do zestawu dołączają ponadto wtrącenia jazzowe, wpadające jakby znikąd i usiłujące brutalnie zakłócić harmonię, ale finalnie nie psujące jej ani na sekundę. 

*w tekście pojawiają się nawet sowy: We heard the owl in a nearby tree, I thought our love would last forever. Istnieje też teoria, że David Lynch pisał niektóre teksty na “Floating Into The Night” z perspektywy Laury Palmer.



W 1989 roku Ian Brown nie musiał sprzedawać swojej duszy, bo On był już w nim. W 1989 roku Ian Brown chciał być wielbiony. Te dwa zdania zawierają cały właściwie sens tekstu „I Wanna Be Adored”, składającego się na dobrą sprawę z trzech wielokrotnie powtarzanych linijek. Biorąc pod uwagę historię The Roses, ich niepokorność, arogancję oraz głód sukcesu, w żadnej z nich nie dałoby się posądzić lidera grupy o nieszczerość. Oczywiście nie samym Brownem i wypowiadanymi przez niego słowami kompozycja żyje, choć jedno i drugie jest dla niej niezmiernie istotne. Piorunujące wrażenie robi to, jak Ian najpierw nieśmiało wyraża swe bolączki w zwrotkach, po czym pełnym pragnienia I wanna be adooooooreeeed dokonuje jednego z najbardziej pamiętnych zawołań w historii indie rocka, a na końcu śpiewa rzeczone zdanie, jakby wprost umierał z niecierpliwości (I wanna, I wanna, I gotta be adored!). Nie mniejszymi bohaterami jest jednak reszta zespołu, zaczynający utwór długą basową linią Mani, panujący nad rytmem Reni i zwłaszcza John Squire demonstrujący ociekające genialnością progresje akordów. Trudno o tym pisać nie popadając w banalne zachwyty. 

miejsca 20-11     

poniedziałek, 12 października 2015

The Chills - Molten Gold (2013)












6

„Molten Gold” dowodzi niezwykłej wytrwałości Martina Phillippsa i jego całkowitego uodpornienia na czynniki demotywujące. Po 31 latach od debiutanckiego singla liderowi The Chills zupełnie nie zbrzydło pisanie pogodnych, gitarowych piosenek. Druga duża przerwa w nagrywaniu, kłopoty zdrowotne ani godne epopei perypetie związane ze zmianami składu nie zabiły chęci do komponowania ciepłego i entuzjastycznego kiwi-popu. Utworu z 2013 roku słucha się przyjemniej niż poprzedzającej go o dziewięć wiosen EP’ki „Stand By”. Budujące pokrzepiającą muzyczną narrację partie skrzypiec, hooki w zwrotkach i płynna harmonia całości pozwalają znów uwierzyć, że w Nowej Zelandii słońce świeci bardziej, a warci cokolwiek są jedynie uparci optymiści. 

niedziela, 11 października 2015

The Chills - Stand By EP (2004)












Osiem lat przerwy zanotował Martin Phillipps pomiędzy ostatnim przed dużymi wakacjami albumem „Sunburnt” a kolejną serią premierowych piosenek zebranych na EP’ce „Stand By”. W międzyczasie fani The Chills zaszczyceni zostali jedynie opasłym zbiorem bisajdowych rarytasów zespołu - „Secret Box: The Chills Rarities 1980-2000” oraz już nie aż tak pokaźnym, ale również treściwym zestawem szkicy samego Martina pod tytułem „Sketchbook: Volume One”. Pewien wpływ na opóźnienie powrotu mogły mieć z pewnością kłopoty zdrowotne Phillippsa będące wynikiem nadużywania narkotyków jakiś czas wcześniej.

Po niemal dekadzie przerwy można się obawiać wielu rzeczy. Tego, że dawny urok wykonawcy przeminie, zagubi się gdzieś, zniknie bezpowrotnie. Utraty iskry, smykałki, „tego czegoś” co wcześniej sprawiało, iż kompozytor błyszczał. Stania się cieniem samego siebie sprzed lat lub niedopasowania do trochę innych już czasów. Niestety każda z tych obaw w jakimś stopniu sprawdziła się w przypadku Martina i The Chills.

Całe „Stand By” wydaje się jakby wyblakłe. Nie wiem czy chodzi o produkcję, kompozycje, głos Phillippsa po czterdziestce, brzmienie instrumentów czy może wszystko po trochu? Niekiedy można odnieść wrażenie, że kompozycyjnie wcale nie jest źle i słuchamy właśnie zwyczajnego The Chills, jakie mogliśmy napotkać na każdym etapie dotychczasowej drogi kapeli, które jednak z jakiegoś powodu nie uzyskało w studiu pełnego happy endu. Rześkie „February” i melodyjnie ciekawie zorganizowane „Falling Of Your Throne” to chillsowa klasyka, raczej sprawnie napisane utwory, tracące jedynie na nieubłagalnie słyszalnym upływie czasu. Duch odpowiedni dla okresu „Brave Words”-„Submarine Bells” dający o sobie znać zwłaszcza poprzez klawisze czyni „This Time Tomorrow” równie pociesznym nagraniem. Pod kątem piosenkopisarskim ujdzie i fortepianowy, romantyczny pop-rock „True Romance”. Wszystko to okolice 6/10.  

Po którymś odsłuchu, kiedy przyzwyczaimy się już do nieco innego wokalu i obskurnych partii instrumentów można prawie zapomnieć o dotkliwych różnicach pomiędzy rokiem 1996 a 2004. Pod warunkiem oczywiście, iż nie słuchamy kawałków reprezentujących tę ciemniejszą stronę mocy. Należą do nich męcząco nudne, emeryckie na całej linii „Liberty Of Love”, „Bad Dancer” i „Torturing Me”, którym brak choćby kropli tej podkreślanej wielokrotnie unikalności zespołu z Dunedin.

„Stand By” odradzam każdemu, kto nie nosi w sobie choćby cząstki fanostwa dla The Chills. Jednocześnie wszystkim, którzy taką cząstęczkę w środku minimalnie wyczuwają polecam mimo wszystko sprwadzić.       

wtorek, 29 września 2015

Martin Phillipps & The Chills - Sunburnt (1996)











7.5

Should I be terriffied, should I be crying? Ani jedno, ani drugie. Charakter muzyki na “Sunburnt” uniemożliwia wynoszenie z odsłuchów wstrząsających wrażeń. Stawką w zmaganiach Martina Phillippsa ma być raczej kunsztowny, urokliwy pop oraz idące za nim poczucie przyjemności, satysfakcji i oczarowania.

O ile na poprzedzającym czwarty krążek utalentowanego Nowozelandczyka „Soft Bomb” mieliśmy też udane próby urozmaicenia typowego materiału The Chills, tak w kolejnym fragmencie dyskografii projektu uraczono słuchaczy już tylko nieodbiegającym od starannie melodyjnego i delikatnie przebojowego stylu grupy z Dunedin słonecznym pop-rockiem i jangle-popem. Phillipps to jednak kompozytor o wystarczająco bogatej wyobraźni, potrafiący ramach komponowania piosenkowych form wciąż tworzyć materiały ciekawe i różnorodne. „Sunburnt” w żadnym wypadku nie brzmi jednolicie. Liderowi przedsięwzięcia ponownie dopisała pomysłowość.

Melodia to coś czym Martin posługuje się nad wyraz elastycznie. Kolejne linijki wokalne w „As Far As I Can”, chórki, delikatnie zarysowane dźwięki wydobywane z gitary i klawiszy czy wymowa tytułowych słów trącą perfekcją. Niezwykle swobodnym nagraniem jest „Swimming In The Rain”. Refren „Premonition” nie odstaje od najlepszych na „Submarine Bells”. Nawet od opartego na jednym niemalże patencie, a mimo to urzekającego „Surrounded” nie sposób się odpędzić. Fani phillipsowskich quasi-szant mają fortepianowo-akustyczne „You Can Understand Me”. Miłośnicy pop punka singiel “Dreams Are Free”. Najwiekszy dowód na ciągle nieujarzmiony, kompozytorski apetyt gwiazdora Flying Nun Records stanowi zaś wyróżniający się na tle reszty „Lost In Future Ruins”. Psychodeliczno-popowy utwór o niebywałej głębi.    

Oczywiście są tu też mniej zachwycające kawałki, ale te jak zwykle nie mają większego wpływu na ogólnie korzystny odbiór albumu. Posiadając już na koncie „Brave Words”, „Submarine Bells” i „Soft Bomb” Phillipps stanął przed trudnym zadaniem dorównania samemu sobie sprzed czterech, sześciu i dziewięciu lat. Wynik okazał się na tyle zadowalający, że nawet jeśli do znakomitości poprzedników odrobinę zabrakło, to i tak „Sunburnt” prezentuje się jako płyta co najmniej świetna. Przyjemna, satysfakcjonująca i czarowna.  
      
*

Should I be terrified, should I be crying? Neither one thing, nor the other. Due to the nature of the music it is impossible to have thrilling experience from listening to “Sunburnt”. The sense of the struggle of Martin Phillipps should rather be artful, charming pop, which ensure feelings like pleasure, satisfaction or enchantment.

sobota, 19 września 2015

Martin Phillipps & The Chills - Dreams Are Free (1996)











6.5

Po spokojnym, standardowo rockowym „Come Home”, na drugim singlu z „Sunburnt” Martin umieścił tym razem szybki wymiatacz, kontynuujący w jakimś stopniu linię pop punkowych kawałków The Chills w rodzaju „Look For The Good In Others And They’ll See The Good In You”. „Dreams Are Free” to sympatycznie śpiewana, lekka i energetyczna piosenka, która mogłaby wskazywać na przeżywanie przez 33-letniego wówczas Phillippsa jego kolejnej młodości. Nawet jeśli niewątpliwie jest w tym pewna naiwność, to szalone klawisze, przyjemnie punkujące gitary i szczeniacko zakochany tekst z dużym urokiem przypominają ponownie o tym, co w latach 80. zwykło się określać nazwą dunedin sound. 

*

After the peaceful, standard rock of "Come Home", this time Martin put on the second single from "Sunburnt" a fast-paced song, continuing to some extent the line of pop punk songs of The Chills like "Look For The Good In Others And They'll See The Good in You ". "Dreams Are Free" is pleasantly sung, light and energetic track, that could indicate the experience of, then 33-year-old, Phillipps' next youth. Even if undoubtedly there is a certain naivety, it's crazy keyboards, pleasant punky guitars and immature amorous lyrics have a great charm, that recalls what used to be called the Dunedin sound in the 80s.