Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Londyn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Londyn. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 sierpnia 2018

The Clientele - Lost Weekend EP (2002)











7

Marzec 2002 roku przyniósł pierwszą od pewnego czasu większą dawkę premierowej muzyki od The Clientele. Choć „większa” oznaczała w tym przypadku jedynie 20 minut, to jak na kapelę wydająca głównie single, mającą na koncie jedną EP’kę oraz kompilację, i tak był to już nieco pewniejszy krok. Pięć nagrań zawartych na „Lost Weekend” EP wydano w hiszpańskiej Acuarela Records i zarazem za sprawą brytyjskiego Eearworm.

Obsesyjne inspiracje Alasdaira MacLeana powracają w tych kilku utworach niczym starzy dobrzy znajomi. Tak długo, jak wokalista grupy wydaje się autentycznie urzeczony wrażeniami z kolejnego spaceru czy samochodowej przejażdżki, piątkowej nocy albo niedzielnego poranka, ma to przełożenie również na artystyczny skutek. Lider The Clientele na każdym kroku zawzięcie przypomina, że wyjątkowość nie jest cechą rzeczy samych w sobie, a raczej wynikiem tego, jak na nie patrzymy. 

Na „Lost Weekend” MacLean szczególnie upodobał sobie ideę odrealnienia. W pięknym, pełnym elegancji rozpoczęciu „North School Drive” objawia się ona podczas spoglądania przez szybę na oddalające się miejsca, gdzie reflektory aut na drodze są tylko mirażem, a pola rozciągają się w nieskończenie pustą noc. Ta kompozycja jawi się najkrótszym (2:24) piosenkowym fragmentem na płycie, ale jednocześnie najbliższym ideału. Fantastycznie wypada tu oparcie utworu na dźwiękach fortepianu oraz wokalne melodie tych zaledwie ośmiu jakże satysfakcjonujących linijek, spośród których zwłaszcza ostatnia, Deliver me to bars and crowds and lights, sprawia, że robi się na sercu miło. W praktycznie definiującym styl The Clientele „Emptily Through Holloway” kluczowe słowo unreal pada kilkukrotnie, a i doznania artykułowane przez Alasdaira wskazują na poczucie odczuwanej nieralności tego, co się dzieje: Friday night to Sunday morning I go on, I don’t know if I am really here at all. Następujące po nim „Kelvin Parade” jawi się jeszcze jednym urokliwie melodyjnym nagraniem, które pod żadnym względem nie odstawałoby od piosenek z „Suburban Light” oraz jej kilku następców.

Pozostałą dwójkę należałoby natomiast podsumować oddzielnie. „Boring Postcard” to krótki przerywnik pomiędzy pierwszymi dwoma opisanymi przeze mnie kompozycjami, zrealizowany na zasadzie field recording, w którym zarejestrowano prawdopodobnie dźwięki przejeżdżającego pociągu oraz urywkowych, niewyraźnych rozmów. Kończący EP’kę „Last Orders” jest zaś najdłuższym na niej (6:35), całkowicie instrumentalnym utworem, w którym główną rolę odgrywa słyszany już w „North School Drive” fortepian.

Wydane pierwszego dnia wiosny „Lost Weekend” stanowi jeszcze jedną udaną wycieczkę do świata klimatycznych, poetyckich obrazków i subtelnych, niezobowiązujących dźwięków. To wycieczka, co prawda krótka, ale gęsta oraz dość sycąca pod względem treści. Jeżeli płytę długogrającą możemy porównać do całego tygodnia, EP’ka ta będzie odpowiednikiem fajnego, lekko abstrakcyjnego, acz doznaniowego weekendu.  

wtorek, 26 czerwca 2018

The Clientele / Clock Strikes Thirteen - Six Foot Drop / We Could Walk Together (2002)











6.5

Na ostatnim z trzech splitów, wydawanych jeden po drugim w latach 2001-2002, The Clientele raz jeszcze spotykali się z kapelą „duchowo” sobie pokrewną, równie lubującą się w nastrojowym i romantycznym indie popie. Tym razem obyło się bez nagrań premierowych, a zamiast tego każda z grup zmierzyła się z materiałem skomponowanym przez tę drugą. Podczas gdy Alasdair MacLeana z kolegami wzięli na warsztat „Six Foot Drop”, singiel Clock Strikes Thirteen z 1996 roku, zespół z Philadelphii zdecydował się zinterpretować znane z kompilacji „Cry Me A Liver” (1997) i „Suburban Light” (2000) „We Could Walk Together”.

Co do efektu, obyło się właściwie bez niespodzianek. Jeżeli posłuchamy autorskiej wersji „Six Foot Drop” i wyobrazimy sobie ten numer w wykonaniu The Clientele, a następnie włączymy wspomniany cover, wersja wyobrażona i rzeczywista nie powinny się od siebie wiele różnić. Amerykanie w ramach debiutanckiego singla skomponowali bliski wrażliwości Galaxie 500, melodycznie rozkoszny utwór w stylistyce lo-fi dream popu, w którym z damsko-męskich harmonii wokalnych uczyniono bardzo skuteczny oręż. Brytyjczycy, nic dodać nic ująć, przerobili go bardzo po swojemu, zachowując błogi urok „ładnej piosenki”, a wręcz czyniąc ją jeszcze delikatniejszą i bardziej rozmarzoną.

Clock Strikes Thirteen poradzili sobie z „We Could Walk Together” co najmniej równie sprawnie. Kawałek, który można chyba uznać za jeden z największych przebojów The Clientele trafił w dobre ręce, nabierając za ich sprawą nieco innego, acz całkiem interesującego charakteru. Wykonanie kapeli Benjamina Xaviera Kima brzmi niczym hippisowska ballada miłosna z lat 60. Psychodeliczny pop pobrzmiewający leniwymi gitarowym i akordami i dźwiękami tamburynu. Nie zagubiono tu fantastycznej, pojawiającej się w miejscu refrenu melodii, której w tym przypadku towarzyszą również słowa tytułowe, w oryginale nieobecne.

wtorek, 5 czerwca 2018

Saint Etienne - Avenue (1992)











8.5

Po dwóch znakomitych coverach, „Only Love Can Break Your Heart” i „Kiss And Make Up”, debiutanckim autorskim singlu „Nothing Can Stop Us” ukazującym niesamowity popowy zmysł grupy oraz mocno klubowych skokach w bok pod szyldem Cola Boy, poprawionych chwilę później ultra-tanecznym “Join Our Club”, Saint Etienne ujawnili światu najbardziej romantyczną część swojej natury. Wydany w lutym 1993 przebój “You’re In A Bad Way” zajmował w singlografii Brytyjczyków pozycję dokładnie pomiędzy smutno łamiącym serce „Avenue” a klasycznie balladowym „Hobart Paving”. Choć obydwa z wymienionych utworów warte są by zatrzymać się przy nich na dłużej, palmę pierwszeństwa przyznałbym temu wcześniejszemu.

Można chyba powiedzieć, że słodycz głosu Sary Cracknell właśnie w „Avenue” osiąga rejony optymalnie ujmujące. Wokalistka absolutnie zniewala sposobem prowadzenia piosenki, w której melodie po brzegi wypełnia tęsknota i melancholia. Wokalnych hooków jest tu wiele, najważniejszy to teoretycznie piękne oooh nucenie, połączone z powtarzanymi przez Sarę słowami Young hearts, czyli jakby nie było refren. Z drugiej strony wejście w zwrotki, sentymentalny pre-chorus i „cytrynowy” mostek równie efektywnie sprawiają, że coś w człowieku mięknie. Ckliwość - słowo klucz, nie dość, że nie stanowi najmniejszego problemu, to staje się wręcz jedną z istotniejszych przyczyn nurtującego uroku kompozycji. Pod tym względem nagranie przywodzi nieco na myśl piosenki Julee Cruise z „Floating Into The Night”, oczywiście w wersji brzmieniowo i produkcyjnie nowocześniejszej, nie tak fatalistycznej, acz nie mniej emocjonalnej. Magia udziela się zwłaszcza w ponad siedmiominutowej wersji znanej z albumu i singla. Brak wspomnianego już wcześniej esencjonalnego fragmentu: Wish my heart's wish climbing out your window, For your savage amusement, You put a spell over me, well, Smells like lemon flavor połączonego z trzecią zwrotką: Tuesday, if I had you back again…, w krótszej niemal o połowę wersji promo opatrzonej teledyskiem oraz puszczanej w radiu należy uznać za zbrodnię.

niedziela, 26 czerwca 2016

The Clientele - Suburban Light (2000)











10

Biorąc pod uwagę spójność materiału, jakim dysponowali The Clientele do 2000 roku, decyzję o poskładaniu dotychczasowych utworów w kompilację, która mogłaby jednocześnie funkcjonować trochę jako regularny debiut, należało uznać za naturalną. Wszystkie małe światła porozpraszane wcześniej w różnych miejscach i chwilach udało się skupić wspólnie w dużym „Świetle Przedmieścia”. Blasku olśniewającym, choć zarazem spokojnym i kojącym.

Przedmieście to dla Alasdaira MacLeana miejsce wyjątkowe, łączące atmosferę wielkomiejskiej cywilizacji ze spokojnym urokiem wsi, w której możliwość zetknięcia się z przyrodą jest zazwyczaj na wyciągnięcie ręki. Kto na przedmieściach kiedykolwiek mieszkał, ten doskonale wie, o czym mowa. Wystarczy udać się na kilkukilometrowy spacer, by budynki i samochody przemieniły się w drzewa i pustą przestrzeń. Albo też odwrotnie – przemierzyć przez jakiś czas lasy i łąki, aby ujrzeć w końcu z oddali światła bijące od okien jednorodzinnych domów i oświetlających zurbanizowaną część miejscowości latarni. Czyż nie brzmi to niczym idealna inspiracja?

Co może się wydawać kompletnie prozaiczne i niezauważalne zwykłemu człowiekowi, dla poety bywa magiczne. MacLean wydobywa tę magię z niepozornych zjawisk, przyuważonych gdzieś krótkich scenek albo chwil przeżywanych z drugą osobą. Niedzielna przejażdżka samochodem przez drogę pełną zmoczonych deszczem liści. Reminiscencja jakiejś chwili z dzieciństwa. Zachwyt tym, co dostrzega się w czyichś oczach. Albo obserwacja momentu, w którym noc przemienia się w dzień. W piosenkach The Clientele na całym „Suburban Light” tego rodzaju romantyzm jest wszechogarniający.

Tyle, jeśli chodzi o charakter ogólny, całościowy. Jak wygląda natomiast zawartość w bardziej szczegółowym ujęciu? Dziesięć pozycji to utwory z wcześniejszych singli, EP’ki i jednej składanki, trzy pozostałe nagrano na użytek niniejszego albumu. Swoistą świętą trójcę wczesnego etapu grupy stanowią dla mnie „Reflections After Jane”, „(I Want You) More Than Ever” i „We Could Walk Together”. Dwa pierwsze to oczywista indie popowa klasyka. Trzeci, zaprezentowany jeszcze w 1997 roku na kompilacji wytwórni Fierce Panda, obezwładniający słodką melodią, przejmującą poniekąd rolę refrenu pod żadnym względem im nie ustępuje. Nie zabrakło miejsca dla lekko sugerującego retro-popową przebojowość „I Had To Say This”, rozkosznie neo-psychodelicznego „Lacewings” czy zatopionych w zawiesistej klimatyczności „Saturday” i „Monday’s Rain”. „Bicycles"” było zdecydowanie zbyt dobrą piosenką, żeby pozostawić ją jedynie na „A Fading Summer”. „An Hour Before The Light” wydane po raz trzeci również pasuje tu jak ulał. Zamiast debiutanckiego singla „What Goes Up”* zespół zdecydował się natomiast umieścić na płycie b-side z tegoż krążka, czyli w gruncie rzeczy niezłe „Five Day Morning”. 

Mogłoby to właściwie wystarczyć, ale choćby dla fanów dobrze orientujących się w poprzednich wydawnictwach zespół przygotował ponadto kompozycje takie, jak „Rain”, „Joseph Cornell” i „As Night Is Falling”. Spośród nich za najbardziej godną uwagi uznaję ostatnią. Hipnotyczne połączenie klawiszowej dostojności, onirycznej atmosfery i urodziwych linii wokalnych.

„Suburban Light” to, co tu dużo mówić, jeden ze znamienitszych albumów/kompilacji w młodych dziejach niezależnego popu.** Dokumentacja stylistycznej i kompozytorskiej oryginalności, zbiór nieziemsko wyrafinowanych melodii oraz pięknych, inspirujących tekstów. Pomimo tego, iż dopiero „Violet Hour” z 2003 roku traktowany jest jako pełnoprawny debiut The Clientele, to właśnie ten krążek zasłużenie cieszy się renomą ich pierwszego, i pomimo pomyślności dalszych poczynań zespołu, w całej dyskografii traktowanego z największą nabożnością.

*W wersji amerykańskiej wydanej rok później dla Merge „What Goes Up” uwzględniono zamiast „An Hour Before The Light”, a „Bicycles” zastąpiono wcześniej nieznanym utworem „From A Window”.

**Podobnym przypadkiem jest np. „Kaleidoscope World” The Chills. 

czwartek, 23 czerwca 2016

The Clientele - A Fading Summer EP (2000)











8

Mając już na swym koncie single ukazujące się poprzez brytyjskie, hiszpańskie, a nawet japońskie wytwórnie The Clientele trafili w końcu na wydawcę ze Stanów Zjednoczonych. Materiał dla March Records złożony w sumie z czterech piosenek przekroczył dotychczasową granicę wyznaczaną przez dwuutworowe siedmiocalówki. „A Fading Summer” zapisała się w historii jako pierwsza EP’ka londyńskiego zespołu.

Zmianie uległ rozmiar nośnika, choć w najmniejszym stopniu nie zmieniła się stylistyka. Zarówno dwa wcześniej znane nagrania, jak i dwa debiutujące na tej płycie osadzone są w poetycko melancholijnym świecie refleksji Alasdaira MacLeana. Tytułowe „Zanikające Lato” może odzwierciedlać muzyczny nastrój piosenek, a z całą pewnością daje o sobie znać w korespondujących ze sobą tekstach. W „An Hour Before The Light” lato wzmaga się w sierpniowym powietrzu, w „Driving South” dryfuje, a w „Bicycles” sierpień przemija już całkiem w deszczowej ciszy. Dwa ostatnie z wymienionych utworów sprawiają zresztą wrażenie fragmentów tej samej historii, rozgrywającej się w jakąś obfitującą w deszcz niedzielę.

Coś więcej warto ponadto napisać o warstwie dźwiękowej tychże dwóch premierowych nagrań. „Driving South” wręcz ugina się od ilości perfekcyjnie melodyjnych zagrywek gitary MacLeana i dzielnie jej towarzyszącego basu Hornseya ("James is a really melodic bass player"). „Bicycles”, pomimo bycia piosenką krótszą o dwie minuty, jest pod tym względem równie bliska doskonałości. Eleganckie linie melodyczne wybrzmiewają czarująco do spółki z wokalem i wtedy, gdy pozostają osamotnione. Sam śpiew Alasdaira również potrafi się tu niezależnie wybić w rejony wyższej urokliwości, jak choćby w momencie, kiedy zaczyna się jego la la la...

Kończy znana już z singla „Lacewings” kompozycja „Saturday”, której z jakiegoś powodu wcześniej nie omówiłem. Rozczulająca nostalgią bardziej nawet od swych poprzedników, znakomicie oprawiona w zadumane chórki, wchodzące zaraz po wymownej linijce: i touched your face and saw the night again. 

czwartek, 2 czerwca 2016

The Clientele – (I Want You) More Than Ever/ 6 A.M Morningside (2000)











9

Przed ogłoszeniem “Suburban Light” w 2000 roku The Clientele krzątali się ze swoimi nagraniami tu i tam, wydając siedmiocalówki na winylach w wielu różnych niewielkich wytwórniach. Ich piąty z kolei singiel ujrzał światło dzienne dzięki kultowej w kręgach muzyki niezależnej hiszpańskiej oficynie Elefant Records. Gdzieś pomiędzy EP’kami indie/twee/jangle popowych zespołów takich jak Vacaciones i La Pequeña Suiza ukazało się „(I Want You) More Than Ever/6 A.M Morningside”.

Niesprawiedliwie byłoby twierdzić, że to okazjonalne miejsce w katalogu madryckiego labelu dostało się MacLeanowi i spółce przez zupełny przypadek. „(I Want You) More Than Ever” utrzymane w bezpretensjonalnym i subtelnym stylu kapeli, będące zarazem jedną z jej najurokliwszych miłosnych piosenek, mniej lub bardziej odnalazło się w towarzystwie różnorodnego, choć często podobnie łagodnego i wyrafinowanego popu lansowanego w Elefant. W refrenie Alasdair porywał się na wyznanie proste, choć definitywne: And I want you more than ever, And I want you still forever. Towarzysząca mu melodia z chirurgiczną precyzją trafiała zaś w najwrażliwszy punkt serca.

Inaczej niż w przypadku kapitalnego „Monday’s Rain” z przedostatniego singla, „6 AM Morningside” nie kradnie przedstawienia swojemu poprzednikowi, a jedynie gustownie go uzupełnia. Utwór ten to kolejna typowa dla grupy barwna impresja, nieprzekraczająca tym razem progu dwóch minut. Arcymiły fragment uwznioślający prozaiczność słonecznego poranka.

środa, 1 czerwca 2016

The Clientele - I Had To Say This/ Monday's Rain (1999)











7.5

Słuchając zwrotek „I Had To Say This” można ulec wrażeniu, że londyńskie trio postanowiło nieco „ucieleśnić” swoją eteryczną i zwiewną muzykę. Po paru krótkich, wstępnych dźwiękach The Clientele wparowują w utwór wyjątkowo bezpośrednio i przebojowo, po czym jednak zwalniają tempo, wyciszają na chwilę wokal oraz zapominają o refrenie, który może ewentualnie zastępować kilkusekundowe nucenie Alasdaira. Całą procedurę powtarzają trzykrotnie, za każdym razem imitując rozpoczynanie jakiejś klasycznej retro-popowej piosenki bez silenia się na kończenie jej.

Przy okazji czwartej małej płyty Brytyjczyków jestem w końcu zmuszony przyznać, iż druga kompozycja wypada na niej lepiej od pierwszej. Należy zarazem zaznaczyć, że "I Had To Say This/Monday's Rain" to singiel z podwójną stroną A, gdzie obydwa kawałki potraktowano na równi.  O ile pierwszy brzmi bardziej singlowo, tak drugi okazuje mniej chwytliwy, choć gęstszy, głębszy i absolutnie pochłaniający.

Nie stanowi tajemnicy fakt, że zawarty w tytule deszcz był na tym etapie ulubionym tematem MacLeana i spółki. To jakby słowo-klucz otwierające wyobraźnię kompozytora i uwalniające z niej paradę plastycznych obrazów. Opisywania tego, co lider The Clientele czaruje w "Monday's Rain" dzięki warstwie lirycznej nie sposób się nawet podjąć. Aura rozmarzonego, przestrzennego nagrania obezwładnia. Ucztowanie w tej rozkwitającej melodyjnej melancholii, magicznych pogłosach i wokalnych harmoniach zamyka się pozornie w pięciu minutach i pięciu sekundach, choć poczuć można się tak, jakby rozciągało się daleko poza jakiekolwiek czasowe granice.

I Had To Say This – 7.5/10

Monday’s Rain 9-10/10

wtorek, 31 maja 2016

The Clientele - Lacewings (1999)












W „Lacewings” The Clientele dryfują ku zakochanej psychodelicznej nierealności dużo bardziej niż na dwóch dotychczasowych wydawnictwach. Dźwięki ich trzeciego singla są nadal piękne, ale przy tym jakby beztrosko pijane. Melodie niesfornie rozmywają się i odpływają w sobie tylko znanym kierunku. Ever since I saw you, There are violets on the shore - zdania śpiewane promiennie przez Alasdaira MacLeana nie pozostają wątpliwości. Zarówno podmiot liryczny, jak i wokalista ulegają błogiemu stanowi odurzenia/oczarowania. Znaczenie mają jedynie fiołki, fruwające w powietrzu owady i jakaś ona, z którą wszystko to nabiera większego sensu. 

poniedziałek, 30 maja 2016

The Clientele – All The Dust And Glass (1999)










„All The Dust And Glass” to przede wszystkim „Reflections After Jane” – najlepszy lub jeden z kilku definitywnie najlepszych utworów w dorobku The Clientele. Kompozycja totalna pod względem upojności klimatu i poetyckości tekstu. Od słów zawartych w jednej z linijek wspomnianej piosenki pochodzi także tytuł całego singla.

Poranek, motyle z pozłacanymi skrzydełkami, czerwone słońce, robotnicy na moście, bezsenność, wzdychająca autostrada, jej włosy tak ciemne w deszczu, miasto szukające twojej samotności. Kompozycja wydana w 1999 r. z całą mocą ukazuje nam możliwości twórcze Alasdaira MacLeana, jego niezwykły zmysł i wrażliwość. Dzieje się tak zarówno dzięki sugestywności lirycznych obrazowań, jak i poprzez obecność doszczętnie zniewalających, sentymentalnych melodii. Na uwagę zasługują nie tylko partie gitary, ale też dobitna linia basu Jamesa Hornseya. Określenie adekwatne dla charakteru tego małego dzieła odnajdziemy już w samym jego tytule. „Refleksyjność” wydaje się tu bowiem tętnić i pulsować.    
„Przede wszystkim” nie oznacza jednak tego samego, co „wyłącznie”. Drugie nagranie, choć przyćmione blaskiem swojego poprzednika, nie jest bynajmniej pozycją zbędną. Również w nim obcujemy z wymownymi opisami doznań zewnętrznych i wewnętrznych. Dźwiękami mającymi za zadanie oddać nastrój ulotnego wieczora oraz tytułowej godziny przed nastaniem światła. Kiedy MacLean dociera do kluczowego pytania: Are you really into lonely evening light? „An Hour Before The Light” unaocznia nam całą swą skromną wykwintność. 

niedziela, 29 maja 2016

The Clientele - What Goes Up (1998)











7.5

W piosence ze strony A pierwszego singla The Clientele Alasdair MacLean kreśli obrazki przedstawiające romantyczne spacery, deszczowe dni i wieczory, w których niebo rozświetlają jedynie gwiazdy. Pojedyncze dźwięki układające się w melodie „What Goes Up” mogą przywodzić na myśl krople rosy leniwie skapujące z liści wczesnym porankiem, co nie jest zresztą w przypadku tego zespołu niczym nietypowym. Niepozorne zdarzenia przywoływane przez lidera londyńskiej grupy pod wpływem onirycznej atmosfery i natchnionego wokalu przenoszą słuchacza w rzeczywistość senną i odrealnioną.

Psychodeliczna hipnoza The Clientele jest przy tym całkowicie odporna na niepokój i mrok. Nie ma tu miejsca na dryfowanie w rejony wywołujące poczucie dyskomfortu, idylliczność tej muzyki pozostaje nie do ruszenia. Chociaż nastrój zmienia się nieco w końcówce, dokładnie wtedy, gdy Alasdair postanawia zacytować w całości wiersz angielskiego poety Ralpha Hodgsona, nie dochodzi z tego powodu do zachwiania spójności utworu.        

„What Goes Up” otwierał nowy, przełomowy rozdział w historii tej dość niezwykłej kapeli, bezskutecznie próbującej zaistnieć na muzycznej scenie już kilka lat wcześniej. Kompozycja wydana na singlu wraz z równie udanym kawałkiem „Five Day Morning” przedstawiała to samo oblicze The Clientele, które szerzej miało zostać wkrótce docenione za sprawą albumu „Suburban Light”. 

wtorek, 22 marca 2016

Robyn Hitchcock & The Egyptians - Heaven (1985)













8

W „Heaven” udały się Robynowi Hitchcockowi co najmniej trzy rzeczy. Napisanie doskonałej neo-psychodelicznej piosenki z niezaprzeczalnym przebojowym zacięciem. Gładkie wpasowanie jej w aurę modnego grania połowy lat 80. (new wave/jangle-pop). I po trzecie, może nie najważniejsze, ale bardzo istotne – dopełnienie kompozycji sympatycznie dwuznacznym tekstem, oddającym trochę romantyczne uwielbienie, a po części i cielesną fascynację.  You've got arms, And you've got legs, And you've got heaven. Nie ulega wątpliwości, że w pierwszym singlu wydanym z The Egyptians linijki śpiewane przez Londyńczyka stały się orężem równie skutecznym, co urocze klawisze towarzyszące zwrotkom i triumfalnie wyprowadzony refren.